Zaczynam. Po raz kolejny.
Dlaczego przerwa była tak długa? O tym, w kolejnym wpisie.
Dziś krótko o tym, co dla kogo ważne. Ten wpis musi się znaleźć na blogu dziś, żeby zdążyć.
Przed ciszą wyborczą...
Pewnego wiosennego dnia, całkiem niedawno, wracałam z S. do domu ze szkoły. Jak zwykle samochodem i jak zwykle w korkach.
S. pyta mnie nagle, "ni z gruchy, ni z pietruchy":
- Mamo, mówiłaś ostatnio, że się śpieszysz, bo jedziesz do pracy. Gdzie ty pracujesz i ile zarabiasz?
O, robi się ciekawie. Odpowiadam zgodnie z prawdą:
- Pracuję w domu, a raz w tygodniu w kościele. Nie zarabiam, bo za pracę w domu nikt mi nie płaci, a w Kościele też pracuję jako wolontariusz, więc nie dostaję za to pieniędzy.
Cisza, trwająca dobrą chwilę. Widzę w lusterku, że proces myślowy został uruchomiony.
- No to wszystko jasne, już teraz wiem, dlaczego nigdy nie masz pieniędzy na słodycze, albo na zabawki. Po prostu nic nie zarabiasz i dlatego nas na nic nas nie stać. No, mam na myśli na przyjemności, takie ekstra rzeczy, no wiesz...
Dobra, włączam argumentację.
- No tak, ale pamiętasz, że ustaliliśmy razem z wami, że wolicie, żebym była w domu, żebyście mogli z J. chodzić do muzycznej, żebyście mogli jeść domowe obiady, a nie te ze szkoły, no i żeby wam pomóc po powrocie do Polski przyzwyczaić się do polskiej szkoły i nadrobić zaległości.
- No ale, czy nie możesz jednak trochę pracować za pieniądze? Przecież my mamy potrzeby!
- No tak, ale jak pójdę do pracy, to nie będzie mnie w domu.
- To pracuj z domu!
- OK, to jest jakieś wyjście, ale wtedy nie będę mogła cię wozić do muzycznej, albo zrobić wszystkiego w domu, i będziemy musieli robić to w sobotę... A poza tym, czy uważasz, że to jest w porządku, żebym poszła do pracy tylko po to, żebyś ty miał nowe zabawki? Słodyczy nie kupuję, bo nie chcę, a nie dlatego, że nas nie stać...
Chodzicie z J. do płatnej szkoły, żebyście mogli uczyć się niemieckiego. Wolę zapłacić za szkołę niż za zabawkę!
- Ale do P. zawsze mówisz, że nie masz pieniędzy jak ona chce lizaka! Poza tym ja potrzebuję nowy telefon, Janek chce ASG, i tak dalej, ja nie myślę tylko o sobie...!
Cisza. Długa.
- Mamo, ja bym chciał, żebyś była w domu i woziła mnie na skrzypce i tak dalej, ale chciałbym mieć też nowe zabawki, telefon i słodycze, bo ty mi w ogóle takich rzeczy nie kupujesz.
- Jak pójdę do pracy to też ci nie kupię. Masz milion zabawek i klocków, a telefon ci nie jest potrzebny do dzwonienia tylko do grania, a ja nie chcę, żebyś grał!
- No właśnie, bo jesteśmy biedni, na nic nas nie stać i nic nie mogę!!!
I tu dyskusja się urwała, emocje wzięły górę nad resztkami zdrowego rozsądku.
Mnie jednak ta dyskusja zastanowiła, dlatego, że widzę w niej wiele analogii do tego, o czym wciąż żywo rozprawiamy na forach, portalach społecznościowych, w sklepach, szkołach i na ulicach.
Jedni wolą mieć świadczenia socjalne, poczucie bezpieczeństwa, wcześniejszą emeryturę, kosztem dynamicznego wzrostu gospodarczego, inni chcą wolnego rynku, konkurencyjności, wzrostu gospodarczego, kosztem budowania socjalnego zaplecza. Ale większość z nas chce jednego i drugiego, "mieć ciastko i je zjeść". Jednak wszyscy dobrze wiemy, że tak się nie da, nawet jeśli gdzieś się udało, to dlatego, że kraj tej od dawien dawna ma stabilną i silną gospodarkę, mocną walutę, demokratyczny, dojrzały i okrzepły ustrój, a i tak często stoi w rozkroku, pytając "co dalej?", "dać, czy zabrać?", no i masę innych poważnych problemów, z którymi my w kraju ani nie chcielibyśmy, ani pewnie póki co, nie potrafilibyśmy się zmierzyć.
Czy czasem stojąc w obliczu konieczności wyboru jednego lub drugiego kandydata, nie myślimy podobnie jak S?
Mądrych i przemyślanych wyborów życzę Wam i sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz