Długo, prawie całe dwie godziny, biłam się z myślami, czy napisać o tym, co mi się dzisiaj przytrafiło, czy jednak delikatnie i subtelnie to przemilczeć. Gdybym przemilczała, nie byłabym jednak w porządku w stosunku, do wszystkich tych, których do tej pory za takie postępowanie krytykowałam. Bo zawsze, aż do dziś, nie potrafiłam zrozumieć i wyobrazić sobie jak można... Uwaga, będzie ciekawie... jak w ogóle można zapomnieć odebrać własne dziecko z przedszkola na przykład, albo z zajęć dodatkowych??? Otóż, drodzy czytelnicy MOŻNA! I zdarzyło się to właśnie mnie! Sama nie wierzę, że jestem w stanie się do tego przyznać! A jednak!
Oczami własnej wyobraźni widzę mojego małżonka, odczytującego niniejszy post, jak z niepohamowanej radości rozszerzają się jego źrenice, po czym biegnie do najbliższego sklepu sieci dyskontowej Denner, by zakupić butelkę szampana, a potem już z kieliszkiem tego musującego napoju alkoholowego w ręku, zrelaksowany, zaprasza wszystkich swoich bliższych i dalszych znajomych oraz rodzinę, by zajrzeli na blog żony ;-)
Zapomniałam odebrać dzisiaj Polę z przedszkola, czyli Spielgruppy. Dlaczego? Pońieważ zajęłam się gotowaniem obiadu, skoczyłam po zakupy, napisałam z 10 koniecznych do napisania maili, po czym wreszcie usiadłam, żeby przygotować program uroczystości mikolajkowej w polskiej szkole. Szło mi świetnie, miałam pomysły, wenę twórczą i zapał, który wcześniej jakoś w ogóle nie chciał się pojawić... W pewnym momencie przypomniałam sobie, że warto byłoby zajrzeć, czy ryż się nie przypala, więc poszłam do kuchni, z głową pełną przemyśleń, pomysłów i dodatkowych rozwiązań... Pomyślałam sobie, że chociaż w naszym wspólnie utworzonym menu ( o tym kiedy indzej), widnieje czerwone mięso, a zawartość worka wyjętego z zamrażarki okazała się być kawałkiem piersi z indyka, a nie polędwicą wieprzową, to może jakoś uda mi się ściemnić, że indyk to tak nie do końca drób, chociaż nie zupełnie też czerwone mięso... Swoją drogą, zupełnie nie jestem w stanie rozróżnić rodzaju mięsa wyjmowanego z zamrażarki, wszystko wygląda podobnie, jak zamarźnięta bezkształtna gruda.
No i pomyślałam, że chłopcy strasznie będą biadolić, że mięso gotowane, nie smażone, i zaraz tu będą, bo już 6 po 12.00! O nie! Pola! zapomniałam odebrać Polę o 11.30! Rzuciłam sie po buty i torebkę i w samym swetrze wyleciałam z domu, rzuciłam sie na nasze auto, uruchomiłam... i stwierdziłam, że wszystkie okna są totalnie zaszronione, a ja nie mam przy sobie żadnej skrobaczki. Zajmie mi to z 10 min. Nie mam tyle czasu, w ogóle nie mam czasu, jestem o prawie 40 minut do tyłu z czasem! Pobiegnę! Wypadłam z auta, zarzuciłam torbę na krzyż i pobiegłam. Po drodze spotkałam Stasia. Musiałam mieć straszną minę, bo choć o nic go nie zapytałam, od razu z marszu przyznał się, że zapomniał zabrać za szkoły tornister. Kazałam mu jechać na hulajnodze do Spielgruppy, i powiedzieć Heidi, że zaraz przybiegnę. Staś powiedział, że on pojedze o szkoły po tornister, a ja mam biec po Polę, bo on się boi...?
Pobiegłam, w tym sweterku samym, ale ciepło mi było...;-) Dalej spotkałam Janka, zabrałam mu jego hulajnogę i kazałam iść szybko do domu i zdjąć ryż z kuchenki. RYŻ, który przecież cały czas się gotował!
Dotarłam zgięta w pół, na jankowej hulajnodze do przedszkola. Pola...spała ;-). Heidi powiedziała, że Pola jej zasnęła, a ona i tak chciała jeszcze zostać i posprzątać, więc nie ma problemu, poza tym myślała, że najzwyczajniej stoję gdzieś w korku.
Wracałam do domu przez wieś z wózkiem z Polą, hulajnogą, w samym swetrze i z nieprawdopodobnie czerwoną gębą ze wstydu i z wysiłku.
Teraz natomiast chciałabym zapomnieć... o tym całym zdarzeniu, i to jak najszybciej...
Właśnie dlatego, że w trakcie intensywnego procesu twórczego zapomniałam o odebraniu dzieka, stwierdzam, że jest to proces bardzo niebezpieczny i trzeba zachować najwyższą ostrożność...
EPILOG
Zapomniałam również, tyle, że nieco później o tym, że Janek ma termin u ortodonty w Bazylei, zapomniałam, że idę na basen, i będę się musiała wbić w strój, zapomniałam też, że muszę przygotować "kieszonkowe" dla Mikołaja, który miał nas dzisiaj niespodzianie dla dzieci, odwiedzić.
Może jak się wyśpię to będę mniej zapominac?
Jej:-)
OdpowiedzUsuńJa tam ostatnio przeżyłam traumę - zadzwoniły moje dzieci w piatek o godz. 15 i pytają: "Mamo, a gdzie jest obiad, bo nie mozemy znaleźć?"... No cóż, nie można znaleźć czegoś, czego nie ma... Tak szybko chyba nigdy nie pedziłam do domu. Po drodze kupiłam im coś w Mc
Dobre...;-)
OdpowiedzUsuń