środa, 4 grudnia 2013

Śmierć frajerom. Wstęp.

Śmierć frajerom.
To będzie seria, o tym, że czasami wchodząc w układy i układziki, umowy i zależności z moimi dziećmi czuję się tak, jakby ktoś na czole napisał mi "frajerka", (Marta Tracz, dzięki za ten bardzo do mojej wyobraźni przemawiający obraz;-)), bo właśnie w doskonale przemyślany i zaplanowany, albo też zupenie nie, sposób, dałam sie własnym dzieciom wykołować, nabić w butelkę, zrobić w bambuko, wykorzystać, można sobie wybrać określenie, co komu najlepiej pasuje, proszę bardzo!
Nie wiem, czy wy też tak się czasami czujecie, może nie, a może nie macie ochoty sami przed sobą do tego się przyznać. W każdym razie, ja się przyznaję i mam cichą, ledwie tlącą się nadzieję, że może ktoś, dzięki temu choć trochę lepiej się przez chwilę poczuje, że albo po prostu nie jest sam, taki frajer, czy frajerka, na tym świecie... Albo na zasadzie czystej "Schadenfreude", czyli czując radość i delikatną satysfakcję z tego, że ktoś ma nawet trochę gorzej niż ja,-czytelnik niniejszego bloga;-). W każdym razie, na zdrowie, życzę przyjemniej lektury!
Skąd nazwa serii? Każdy, kto chodził do pierwszego LO w zacnym mieście Kwidzynie, w którym sie wychowałam, i miał zajęcia z matematyki z Profesorem Sobeckim, vel "Psem", ( od emocjonalnego okrzyku profesora pojawiającego się w trakcie rozwiązywania zadań matematycznych "...i tu jest pies pogrzebany! "),  wie, że Profesor stosował zasadę o nazwie "Śmierć frajerom". W skrócie, polegała ona ma tym, że jeśli jakaś jednostka, grupa, tudzież cała klasa próbowała, mówiąc kolokwialnie, wykiwać Profesora, że, na przykład, takiego zadania nie było w pracy domowej, albo, że to nie dzisiaj miał być sprawdzian, itd., i Profesor sie zorientował, padało hasło "Śmierć frajerom!". Dochodziło wówczas do istnego pogromu ocenowo- zaliczeniowego. Pały leciały jak kule wystrzelone z lufy pistoletu, minusy śmigały, przecinając ciężkie od napiętej atmosfery powietrze w klasie, ( od odoru przechodzących intensywny etap łojotoku skóry w okresie dojrzewania chłopców również, niestety),  a cała klasa miała u Pana Profesora tak zwaną "krechę".
Panie Profesorze Sobecki, jak ja teraz dobrze wiem, co Pan wtedy czuł!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz