środa, 4 grudnia 2013

Mikołaj, czy...?

Dzis wieczorem przyszedł do nas PRAWDZIWY Mikołaj, w wersji szwajcarskiej, ze swoim pomocnikiem, Schmutzli.
Chłopcy byli zaskoczeni, a nawet zszokowani, Pola wystraszona
Mikołaj otworzył złotą księgę, z której zaczął wyczytywać najróżniejsze informacje, dotyczące Janka  i Staśka, że dobrze się uczą i u jakiej nauczycielki są w klasie, na jakich istrumentach grają, i jakie są ich ciemniejsze strony, typu brak cierpliwości, wpadanie w złość itd.
Mikołaj bardzo ich chwalił, a na koniec wręczył prezenty- książki i słodycze.
Mikołaj był gminny, skontaktował się przez strone gminy i tam dopięliśmy wszystkie szczegóły. Pełen profesjonalizm, byłam pod wrażeniem. W Bazylei nie było takich atrakcji.
Kiedy Mikołaj wyszedł, Janek powiedział po chwili namysłu: " Ten typol to jakiś stalker normalnie, wszystko o mnie wie, i nawet na prezent dał mi książkę o psach,  podejrzane..."
I zorganizuj tu człowieku dziecku Mikołaja, który się przygotował... Znak czasów, normalnie... ;-)

3 komentarze:

  1. a co u was tak wczesnie ? u nas przyjdzie jutro i zawsze jest dobrze 'przygotowany' :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo w naszej wsi widocznie więcej dzieci mieszka, on tak przez trzy dni chodzi, biedaczysko, żeby wszystkich obrobić. Nasz też był przygotowany, miał całą ankietę dokładnie uzupełnioną... I właś nie ten fakt tak bardzo Janka zaniepokoił... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń