Moi chłopcy, choć głównie Jan, mają od ładnych paru miesięcy tak zwaną "fazę" na psa. I to nie obojętnie jakiego psa. Ma to być bigiel, z podgatunku tych nieco mniejszych, które ponoć, jak mówi Jan, są efektem krzyżówki z jakimś terierem o długiej i skomplikowanej nazwie. Są jeszcze jakieś większe bigle, skrzyżowane z innym psem, którego nazwy nie pamiętam, a który jest... duży...:-)
O tym psie i o innych psach słyszę wciąż, prawie zawsze kiedy jedziemy na zajęcia do Bazylei, czy też kiedy wracamy później i jedziemy na basen, po basenie zresztą tak samo, w domu, kiedy Janek akurat nie czyta o psach właśnie, i nie robi pracy domowej, albo nie gra na klarnecie...
Jan ma bardzo dużą potrzebę podzielenia się nowozdobytą wiedzą, i ta potrzeba, podparta jest, moim zdaniem, ogromną nadzieją, że tego psa kiedys będzie miał. Ustaliliśmy wreszcie, że do tematu psa wrócimy za dwa lata, kiedy Pola pójdzie do przedszkola, ale to ustalenie wytrzymało stosunkowo niewielką próbę czasu, jakiś tydzień może...
Ponieważ ciągle jeszcze nie mamy telewizora, ( może za tydzień, bo już go zamówiliśmy, ale nie wiedzieliśmy, że trzeba tak długo czekać, ku niezwykłemu wprost rozgoryczeniu Staśka), oglądamy co wieczór filmiki na youtubie o zaklinaczu psów, czy z serii "jaki pies najlepiej do ciebie pasuje", " z pamiętnika weterynarza" i tak dalej, poprzerywane seansami o Dorze odkrywającej świat, myszce
Miki i jej cudownym klubie, czy świni o wdzięcznym imieniu Peppa. Za to zupełnie nie wiemy co dzieje się w Szwajcarii, w Polsce, w Europie, czy na świecie. W sumie, po co? Przynajmniej wiemy które psy są łatwe, a które trudne w tresowaniu, które więcej szczekają i jakie mają potrzeby emocjonalne, jak również, że brat Peppy ma na imię George, albo Jacek, a Miki umie liczyć nawet do 10ciu!
Janek wie, że wiedza to klucz do lepszego zrozumienia otaczającego nas świata, dlatego intensywnie zaangażował się w proces edukacyjny Stanisława, aby dobrze go przygotować do nowej sytuacji w domu, jaką będzie posiadanie psa beagla, ponieważ z pewnością, jak stwierdził Jan, ograniczy to skalę nieporozumień wynikających z braku niezbędnej wiedzy potrzebnej do pomocy w prowadzeniu psa , którym to zadaniem planuje zająć się Jan.
Wczoraj w samochodzie tłumaczył Stanisławowi zasady krzyżowania psów różnych ras, celowość takich działań i ich efekty.
Kiedy już zatrzymaliśmy się na parkingu usłyszałam Stasia, " OK, dobra Janek, ale wytłumacz mi, jak się takie krzyżówki właściwie wykonuje? Jak to działa? Bierzesz jednego psa i drugiego, innej rasy, wkładasz do maszyny i co, wychodzi skrzyżowany pies?? Jak w Minecraft- cie??? Jan westchnął, i powiedział wciąż cierpliwym, ale jak na mój gust, lekko zrezygnowanym głosem, " Stasiek, potrzebujesz samca i samicy, suczki i psa, i one się..." , " Dobra, dobra, nie mów Janek, wiem o co chodzi", "...one się krzyżują..., "...Janek, nie mów! Wiem , o co chodzi! Nie mów, bo sie porzygam, ohyda!"
Na szczęście trzeba było lecieć na zajęcia, więc Staś jakoś wytrzymał...;-) nie wracał już do tego tematu... Taki z naszego Staśka putytanin...;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz